STALAG LUFT 3 | Muzeum Obozów Jenieckich Żagań
607
wp-singular,page-template-default,page,page-id-607,wp-theme-moj,wp-child-theme-moj-child,theme-moj,bridge-core-3.3.4.4,cookies-not-set,qi-blocks-1.4.3,qodef-gutenberg--touch,woocommerce-no-js,qodef-back-to-top--enabled,,qode-essential-addons-1.6.6,qode-optimizer-1.0.4,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,vertical_menu_enabled,side_area_uncovered_from_content,transparent_content,columns-4,qode-theme-ver-1.0.0,qode-theme-bridge child,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-8.6.1,vc_responsive
 

STALAG LUFT 3

TUNELEM DO WOLNOŚCI

W marcu 1943 roku na terenie Sektora Północnego Stalagu Luft III w Żaganiu zawiązał się KomitetX, na czele którego stanął major Roger J. Bushell. Zadaniem komitetu było przygotowanie i przeprowadzenie masowej ucieczki 200 jeńców. Rozpoczęto przygotowania obejmujące między innymi równoczesne kopanie trzech tuneli, które nazwano „Tom”, „Dick” i „Harry’. Jednym z ważniejszych i najtrudniejszych zadań było przygotowanie, wykonanie i zamaskowanie wejść do tuneli.

STALAG LUFT 3 1942 – 1945

Wiosną 1942 r., na południe od miasta i na zachód od istniejącego już obozu Stalag VIII C powstał obóz Kriegsgefangenenlager der Luftwaffe Nr 3 Sagan-Carlswalde (Karliki) przeznaczony początkowo dla lotników Królewskich Sił Powietrznych Wielkiej Brytanii (Royal Air Force – RAF) a później także lotników Sił Powietrznych Armii Stanów Zjednoczonych (USAAF).

BARAKI MIESZKALNE W STALAGU LUFT 3

Drewniane baraki mieszkalne w obozie były parterowe. Miały 60 m długości i 10m szerokości. Umieszczone były na specjalnych filarach, a miedzy podłogą i ziemią była pusta przestrzeń , którą wartownicy mogli skutecznie obserwować. Tylko podstawy pieców i kominy były nad tymi filarami, przez całą długość baraku przebiegał korytarz.

ZBRODNIA-PROCES-KARA

Na wieść o masowej ucieczce jeńców ze Stalagu Luft III w Żaganiu Adolf Hitler wpadł w furię i zwołał 26 marca 1944 r. natychmiastową naradę z udziałem Göringa, Himmlera i Keitla. Na wstępie zakazał jej protokołowania, a następnie oświadczył, że wszystkich schwytanych zbiegów należy natychmiast rozstrzelać.

UCIECZKA I ZBRODNIA

W nocy z 24 na 25 marca 1944 r. doszło do jednej z największych i najsłynniejszych ucieczek jenieckich okresu II wojny światowej. 80 jeńców alianckich podziemnym tunelem wydostało się poza druty obozu Stalag Luft 3 w Żaganiu.

UCIECZKA I ZBRODNIA

 

W nocy z 24 na 25 marca 1944 r. doszło do jednej z największych i najsłynniejszych ucieczek jenieckich okresu II wojny światowej. 80 jeńców alianckich podziemnym tunelem wydostało się poza druty obozu Stalag Luft 3 w Żaganiu. Do pościgu za zbiegłymi jeńcami hitlerowskie Niemcy zaangażowały w ramach operacji „Grossfahndung” cały swój aparat policyjny, wojska lądowe, formacje SS, lotnictwo i marynarkę wojenną. W efekcie poszukiwań prawie wszyscy zbiegowie zostali ujęci. Stalag Luft 3 powstał 5 maja 1942 r. i stanowił część dużego kompleksu obozów niemieckich w Żaganiu. Był przeznaczony dla lotników angielskich i amerykańskich zestrzelonych w czasie nalotów na terytorium Niemiec. Oprócz Anglosasów byli tam również Czesi, Francuzi, Belgowie i Polacy służący w brytyjskiej Royal Air Force.

Czas przygotowań
Do marca 1943 r. jeńcy alianccy wykopali na głębokości do 10 m około 100 tuneli o długości ponad 100 m każdy. Mimo, że tunele były na ogół wykrywane przez Niemców, to już wiosną 1943 r. jeńcy zorganizowali komitet ucieczkowy pod nazwą „Komitet X”, na czele którego stanął mjr Roger Bushell. Zadaniem Komitetu było opracowanie planów i stworzenie warunków dla grupowych ucieczek z obozu podziemnymi tunelami przekopanymi z baraków. Choć hitlerowcy zainstalowali wzdłuż ogrodzenia czułe na dźwięk sejsmografy i detektory to w kwietniu 1943 r. przystąpiono do budowy trzech kolejnych tuneli, które miały posłużyć do ucieczki ok. 200 jeńców. Nazwano je „Tom”, „Dick” i „Harry”. Pierwszy z nich Niemcy odkryli i wysadzili w powietrze w czerwcu 1943 r. Drugi był używany przez jeńców jako miejsce magazynowania wyposażenia używanego do budowy tunelu „Harry”, którym uciekli oficerowie alianccy. „Harry” miał ok. 110 m długości, przekrój 1800 cm2, biegł na głębokości 9 m pod ziemią i miał wentylację dzięki pompie powietrznej skonstruowanej z różnego złomu. Na dnie tunelu położono drewniane szyny do wywożenia ziemi wagonikami, którą następnie równomiernie rozrzucano na terenie całego obozu. Ponadto zainstalowano oświetlenie elektryczne i oszalowano tunel deskami wyciągniętymi z łóżek. Wejście do tunelu znajdowało się w baraku pod żelaznym piecykiem. Równocześnie w zakonspirowanej drukarni obozowej przygotowano mapy terenowe, fałszywe dokumenty, ubrania cywilne, 250 wodoszczelnych kompasów oraz zapasy żywności i suchego prowiantu. Dzięki wspaniałej organizacji i przestrzeganiu zasad konspiracji całe to ogromne przedsięwzięcie, w którym brało udział kilkuset jeńców, udało się ukryć przed hitlerowskimi władzami obozowymi.

Wielka ucieczka
Ucieczka została wyznaczona na 24 marca 1944 r. na godz. 2045. Jednak po usunięciu resztek ziemi i desek zabezpieczających pionowy tunel wyjściowy brytyjski lotnik mjr H. C. Marshall, który miał wyjść jako pierwszy, stwierdził, że wyjście jest kilka metrów od lasu na terenie odkrytym, penetrowanym przez reflektory. Po krótkiej naradzie postanowiono kontynuować ucieczkę. Zanim ją wykryto, poza teren obozu wydostało się 80 jeńców. Ogłoszony alarm spowodował ujęcie czterech ostatnich i uniemożliwił dalszym 120 jeńcom opuszczenie obozu. Ci, którym udało się uciec, rozproszyli się na terenie niemal całych Niemiec, podróżując szosami w grupach robotników cudzoziemskich, koleją lub pieszo, nocami przez pola. Szeroka akcja poszukiwawcza spowodowała ujęcie niemal wszystkich zbiegów, z wyjątkiem trzech. Norwegowie: podporucznik Jens Muller i sierżant Per Bergsland („Rockland”) dotarli do Szczecina, skąd marynarze przewieźli ich do Szwecji. Holender Bram van der Stok dotarł do Utrechtu, skąd ruch oporu przerzucił go do Wielkiej Brytanii.

Zbrodnia i kara
Na wieść o ucieczce ze Stalagu Luft 3 Hitler zwołał naradę w swojej Kwaterze Głównej w Berchtesgaden. Zapadła wówczas decyzja o rozstrzelaniu większości uciekinierów. Na polecenie Himmlera, Kaltenbruner, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, opracował „Sagan – Befehl” („Rozkaz żagański”) nakazujący likwidację 50 osób spośród ujętych zbiegów. W rezultacie z 76 zbiegów 15 odstawiono z powrotem do obozu, ośmiu przetrzymano w więzieniach policyjnych i ich los nie jest bliżej znany, a 50 zostało zamordowanych przez hitlerowców, wśród nich sześciu Polaków (Antoni Kiewnarski, Włodzimierz Kolanowski, Stanisław Król, Jerzy Mondschein, Kazimierz Pawluk i Paweł Tobolski).
Ucieczki jeńców oraz wymordowania jej uczestników nie udało się ukryć, mimo wysiłków władz niemieckich. Wkrótce po Wielkiej Ucieczce Międzynarodowy Czerwony Krzyż domagał się od Niemców wyjaśnienia losu jeńców, a po zakończeniu wojny specjalna grupa śledcza podjęła poszukiwania bezpośrednich sprawców zbrodni. W efekcie ujęto 19 sprawców zabójstw, którzy od 12 lipca do 3 września 1947 r. zostali osądzeni przez brytyjski trybunał wojskowy w Hamburgu (14 z nich skazano na karę śmierci, a pozostałych na długoletnie kary więzienia).

 Tekst ten został zaprezentowany na sesji zorganizowanej z okazji 60. rocznicy Wielkiej Ucieczki oraz zamieszcony w Zeszytach Żagańskich nr 4.

 Autor: Robert Zarzycki, historyk, nauczyciel ZSM w Żaganiu, członek Rady Muzeum Martyrologii Alianckich Jeńców Wojennych w Żaganiu.

 

DROGI UCIECZKI

W czasie przygotowań podjęto działania, które miały ułatwić uciekinierom poruszanie się po III Rzeszy. W tym celu przygotowano odpowiednio spreparowane ubrania, dokumenty, sporządzono także mapy i trzy trasy ucieczki. Pierwsza trasa miała wieść w kierunku Morza Bałtyckiego (głównie przez Szczecin), a następnie do Szwecji. Druga przez okupowaną Czechosłowację do Szwajcarii, zaś trzecia przez Niemcy do Francji, a z stamtąd do Wielkiej Brytanii.

Aby tak duża grupa osób nie rzucała się w oczy postanowiono podzielić się na mniejsze grupy. Część zbiegów próbowała wydostać się z Źagania pociągami, pozostali pieszo. Ci, którzy mieli poruszać się pociągami, wychodzili z tunelu jako pierwsi i mieli lepsze ubrania, dokumenty, a także niemieckie marki. O ile nalot o godzinie 23.00 pomógł odwrócić uwagę Niemców od wydostających się z tunelu, to jednocześnie utrudnił ucieczkę pociągami, gdyż wstrzymano ruch pociągów do godziny 1.00. Było to o tyle ważne, gdyż większość uciekających pociągami musiała dostać się do Wrocławie, gdzie miała przesiadki w godzinach nocnych lub wczesnopporannych. Uciekający pieszo byli w znacznie gorszej sytuacji. Mieli oni udawać przymusowych robotników i poruszać się głównie nocami, a spać w dzień. Niskie temperatury, nieznajomość terenu oraz śnieg utrudniały im szybkie poruszanie się. Dlatego też, duża grupa uciekinierów nie oddaliła się znacząco od obozu. Szybkie wykrycie ucieczki także nie sprzyjało zbiegom. Niemcy ogłosili,,Grossfandung”, czyli obławę na całą Rzeszę, w której uczestniczyły wojska lądowe, formacje SS, wojska lotnicze, marynarka wojenna oraz cały aparat policyjny. Jej działania szybko zaczęły przynosić efekty. W ręce Niemców zaczęły wpadać grupy uciekinierów, jak i pojedyncze osoby. W pierwszej kolejności byli to uciekający pieszo. Jedną z takich grup była dwunastoosobowa grupa pod przywództwem Jerzego Mondscheina. Udając urlopowych robotników miejscowego tartaku udało się im dotrzeć do stacji kolejowej w Trzepowie (Tschiebsdorf), skąd pociągiem dotarli do Siedlęcina (Boberröhrsdorf), pod Jelenią Górą. Tam się rozdzielili i próbowali przedostać w kierunku granicy czeskiej. Po upływie dnia większość z nich znalazła się w niemieckim areszcie w Jeleniej Górze.

Podobny los spotkał większość piechurów. Denis Street, Les Brodrick i Hank Birkland próbowali przez dwa i pól dnia przedzierać się lasami, w kierunku Czechosłowacji. Robili to po zapadnięciu zmroku i udało się im przejść zaledwie dwa – trzy kilometry. Największą przeszkodą był śnieg, zima i trudności z poruszaniem.  Paul Royle i Edgard Humphreys zamierzali uciekać na południowy wschód w kierunku szosy. Natrafili na nią dopiero drugiej nocy, a kilka godzin później zostali zatrzymani i osadzeni w więzieniu w Parowej (Tiefenfurt). Wraz z nimi, w celi, przebywali John Marshall i Arnost Valenta, którzy udając czeskich robotników z huty szkła, mieli pojechać pociągiem do Międzylesia na granicy czeskiej, a dalej pieszo przedostać się przez Czechy do Jugosławii. Niestety, przez nalot nie zdążyli na pociąg i próbowali pieszo dostać się do granicy czeskiej. Wkrótce dołączył do nich Albert Armstrong. Rankiem przywieziono ich na posterunek policji w Żaganiu, gdzie pod wieczór 27 marca, znajdowało się już 19 zbiegów. 28 marca przywieziono ich do więzienia w Zgorzelcu (Görlitz). 29 marca w więzieniu tym było już 35 uciekinierów.

W zupełnie innym kierunku uciekali Sydney Dowse i Stanisław Król. Nalot uniemożliwił im także dotarcie na stację kolejową, dlatego postanowili uciekać pieszo, w kierunku Polski. Dowse udawał Duńczyka, zaś Król polskiego robotnika. Po 12 dniach wędrówki zostali aresztowani 6 kwietnia, zaledwie 3 km od dawnej przedwojennej granicy Polski, przez żołnierzy straży wiejskiej i osadzeni w więzieniu w Oleśnicy (Oels). Uciekający koleją starali się w miarę szybko oddalić od Żagania. Najczęściej poprzez Wrocław udawali się w kierunku zachodnim, ku granicy francuskiej. Roger Bushell i Bernard Scheidhauer bez trudności dotarli do Saarbrucken, gdzie zostali aresztowani przez policje, rankiem 26 marca przyczyną aresztowania był drobny błąd w dokumentach podróży. Jimmy Catanach, Arnold Christensen, Halldor Espelida i Nils Fuglesang poprzez Berlin dotarli do Flensburga, w pobliżu granicy duńskiej. W kierunku północnym udali się Gordon Brettell, Rene Marcinku, Henry Piccard i Tim Wallen. Dotarli oni pociągiem do Kostrzyna (Küstrin), a następnie poprzez Willenberg do Piły, gdzie trafili w ręce Niemców, pod czas kontroli dokumentów. Zostali oni odtransportowani do obozu jenieckiego pod Malborkiem, a następnie do więzienia w Gdańsku. Tym samym pociągiem do Kostrzyna podróżowali Norwegowie Jens Müller i Per Bergsland, którym ucieczka się powiodła, tak jak i Bram van der Stok’owi, który podróżował samotnie.

Do Szczecina dotarli również Hary Day i Paweł Tobolski. Po wyjściu z tunelu dostali się do Wrocławie, a stamtąd do Berlina. Tam nawiązali kontakt z Duńczykiem, który nie chciał się zbytni angażować w ich sprawę. Dlatego też, 26 marca wyjechali di Szczecina. Mieli nadzieję na nawiązanie kontaktu z marynarzami szwedzkimi lub francuskimi jeńcami wojennymi. Liczyli także na pomoc mieszkającej tam siostry Pawła Tobolskiego. Okazało się, że nie mogą zbytnio na nią liczyć. Nie dotarli także do domu publicznego, gdzie chcieli nawiązać kontakt ze Szwedami. Dlatego też porozumieli się z Francuzami, którzy przemycili ich do swych baraków, nakarmili i zapewnili nocleg. 29 marca nad ranem zostali aresztowani w skutek donosu jednego z jeńców francuskich. 4 dni przebywali w miejscowym więzieniu a następnie zostali przewiezieni do Berlina. 28 marca aresztowano Gordona Kindera i Tomiego Kirby-Greene. We Wrocławiu udało się im dostać do pociągu jadącego do Czechosłowacji. Ich podróż zakończyła się w Hodoninie, na południowych Morawach, skąd przeniesiono ich do więzienia w Zlinie. Podobny los spotkał Dennisa Cochrana. Podróżując w pojedynkę został aresztowany 30 marca, 7 km od granicy szwajcarskiej i osadzony w więzieniu w Ettlingen. W pobliżu granicy ze Szwajcarią zatrzymano, 4 kwietnia, w Mulhouse we Francji Tonyego Haydera.

Des Plunkett i Czech Fredzie Dworak zamierzali przedostać się przez Czechosłowację. Około godziny 5, 28 marca wsiedli do pociągu w Żaganiu, którym dojechali do Dusznik (Bad Reinerz). Następnie ruszyli pieszo, w kierunku wsi Novy Hradek, tuż za granicą czeską, gdzie uzyskali pomoc właściciela hotelu. 1 kwietnia wyruszyli pociągiem do Pragi, gdzie mieli zorganizowany kontakt z członkami ruchu oporu. 7 kwietnia, w Wielki Piątek ruszyli w dalszą drogę koleją do Szwajcarii. Niestety w Klatovy zostali aresztowani. Przyczyną zatrzymania był brak właściwej przepustki Plunketta. Dworak chcąc mu pomóc wrócił i też wpadł w ręce Niemców.

W efekcie, tylko 3 uciekinierom udało się dotrzeć do Wielkiej Brytanii. Jest to i tak stosunkowo duża liczba, biorąc pod uwagą skalę poszukiwań oraz warunki, w jakich przebiegała ucieczka. Większość piechurów nie wytrzymała trudnych warunków wędrówki (niskie temperatury, zaspy śnieżne, trudności w orientacji w terenie, oraz nocne wędrówki), natomiast uciekający koleją znajdowali się w ciągłym napięciu, spowodowanym często nieznajomością języka, terenu oraz realiów okupacyjnych. Odległości, które pokonali na terenie Europy Środkowej i Zachodniej, pokazują determinacją jeńców oraz dobre przygotowanie ucieczki.

D. Downar, Drogi ucieczki,

[w